Wiara działa przez miłości

Krzysztof Radzimski

W najmniej oczekiwanym momencie okazywało się, że choć jesteśmy nawróceni, przynajmniej w jakimś aspekcie swojego życia; ponadto przyjęliśmy Pana Jezusa jako osobistego Zbawiciela; ale z tych ust zamiast wypływać błogosławieństwo wypełzło przekleństwo, a stare grzechy wciąż czekają na Bożą miotłę. Tylko kto ma w tej stajni posprzątać?

25 października 2020


Wiara działa przez miłości

„Albowiem w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość.” Gal 5:6

Pierwszy kontakt z miłością

Miłość najpiękniejsze słowo na świecie. Człowiek rodzi się i po zaspokojeniu podstawowych potrzeb warunkujących jego przeżycie myśli o tym by być kochanym. Na początku oznacza to bycie w centrum uwagi oraz czułość, która zapewnia bezpieczeństwo. Twój własny dom jest jego ostoją. Im bardziej dorastaliśmy tym bardziej dom stawał się dla nas obcym miejscem. Pragnienie miłości oznaczało już coś więcej, zażyłość, w której znikają ograniczenia, w której jesteśmy prawdziwi i autentyczni. Niewielu gotowych jest by otworzyć się przed rodzicami tak bardzo.

Kiedy kontakt z rodzicami przyprawiał już o nudności, przyszedł ten wspaniały dzień, nowy dzień, opuściłeś gniazdo na rzecz stworzenia swojego własnego. Oczywiście nie w pojedynkę, ale we dwoje. Chcemy zawsze być pewni, że właśnie miłość do niej lub do niego była tym co popchnęło nas do założenia nowej rodziny. Jesteśmy dla siebie tacy czuli. Chcemy wierzyć, że zawsze byliśmy kochani i sami kochaliśmy jeszcze mocniej. Ale czy tak było?

Potrzeba wiele odwagi by nazwać rzeczy tak jak się miały. Bez kolorowania i opowiadania bajek i mitów o nas samych. Kiedy staliśmy się dziećmi Bożymi wiedzieliśmy dokładnie, że prawda powinna być na naszych ustach.

„Poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.” Jan 8:32

Nawet wcześniej, przed nawróceniem o ty wiedzieliśmy. Teraz jednak wiara przynaglała nas do tego, aby stać się autentycznymi ludźmi, bez fałszywych masek i udawania kogoś kim nie jesteśmy. Czy jednak zdjęliśmy tę maskę? A może przylgnęła ona tak bardzo do naszej twarzy, że przestaliśmy odróżniać te dwie różne wersje siebie?

„Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi! Czyż z tej samej szczeliny źródła wytryska woda słodka i gorzka? Czy może, bracia moi, drzewo figowe rodzić oliwki albo winna latorośl figi?” Jak 3:10-12

W najmniej oczekiwanym momencie okazywało się, że choć jesteśmy nawróceni, przynajmniej w jakimś aspekcie swojego życia; ponadto przyjęliśmy Pana Jezusa jako osobistego Zbawiciela; ale z tych ust zamiast wypływać błogosławieństwo wypełzło przekleństwo, a stare grzechy wciąż czekają na Bożą miotłę. Tylko kto ma w tej stajni posprzątać? Słowa płyną z wielu stron. Musisz się więcej modlić, musisz czytać Biblię. Inni mówią o walecznej modlitwie i przeciwstawieniu się diabłu. Jeszcze inni pytają cię czy przeżyłeś chrzest Duchem Świętym, bo bez tego to klops nic się nie uda.

Przemienianie przez odnawianie umysłu

Tym czasem Słowo Boże mówi:

„A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.” Rz 12:1-2

„Przemieniajcie się przez odnawianie umysłu”. Co to oznacza? Czy mam się zbawić sam czy też oczekiwać na jakiś cud? Ani to ani to. Ale coś trzeba zrobić. To coś apostoł ujął to następująco: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata”. Jeżeli nasze myślenie w sprawach etycznych i w sprawach wiary pokrywa się z wzorem tego świata, to znaczy, że jesteśmy w bardzo złym miejscu.

Wzorem tego świata jest herezja modernizmu. Wg. tej herezji wiara jest ślepym uczuciem religijnym, wyłaniającym się z głębin podświadomości pod wpływem serca i pod działaniem dobrze usposobionej woli. Wszelka wiara a co za tym idzie religia jest tworem czysto ludzkim. W związku z tym może podlegać zmianie. Może dostosowywać się do obecnych czasów. Moralność można uaktualnić do norm obecnych w świeckim społeczeństwie, dogmaty nie mają racji bytu. Co za tym idzie, każda religia jest dobra o ile odpowiada obowiązującym oczekiwaniom społeczeństwa.

Ewangelizacja jest zbędna, co najwyżej można dialogować. Niczym nie różni się to od błędu wczesnej religii mojżeszowej. Na początku ich pobytu w ziemi obiecanej była tolerancja, potem akceptacja. A już drugi król Izraela Salomon zaczął oddawać cześć innym bogom. Jak się ta historia zakończyła dobrze wiemy.

Z całą pewnością branie wzoru z tego świata w sprawach etyki i wiary jest przeciwieństwem tego do czego powinniśmy dążyć. Naszym pragnieniem ma być przemienienie przez odnowienie naszego umysłu.

Na czym ma polegać to odnowienie? Z tekstu wynika, że efektem ma być umiejętność rozpoznania co jest wolą Bożą, co jest dobre, czyli co się Bogu podoba. Odnowienie umysłu jest zatem przyjęciem całym sobą norm, etyki, pragnień i marzeń Boga, a porzucenie tego co podpowiadają nam zwykłe ludzkie namiętności, chciejstwa i żądze lub właśnie wzór tego świata.

Żeby było to możliwe musimy dysponować wiarą, a tę mamy, ponieważ przyjęliśmy, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. Apostoł Jan w 1 liście a 5 rozdziale mówi:

„Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził … Kto wierzy w Syna Bożego, ten ma w sobie świadectwo Boga … O tym napisałem do was, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie życie wieczne”

Rola łaski we wzrastaniu w miłości

Skoro mamy wiarę w Boga, mamy świadectwo Boga w sobie, mamy życie wieczne w Nim, wierzymy w Jezusa, w Jego życie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, to dotyczy nas również werset z Efezjan:

„Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.” Ef 2:8-10

Łaska, to słowo w naszym języku nie oznacza nic dobrego. „Nie potrzebuję twojej łaski”. Zwrot tak oklepany oznacza ni mniej, ni więcej: „Odwal się, dam sobie radę sam”. Tymczasem byliśmy lub jesteśmy w takiej sytuacji, że nie ma co unosić się honorem tylko z tej łaski Bożej skorzystać. Dlaczego? Nie o to chodzi, że Bóg robi ci grzeczność. Nie oznacza też, że jesteś tak super „mega cenny” w Jego oczach, że posłał Swego Syna dla ciebie, bardziej chodzi o to, że ON zrobił to właśnie z miłości. Sam jest miłością: mówi apostoł Jan. Gdy mówisz „miłość” to jakbyś wypowiadał Boże Imię.

„W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu.” 1 Jan 4:9

Im szybciej zdamy sobie sprawę, że nasza sytuacja jest beznadziejna tym szybciej skorzystamy z tej Bożej miłości i tym szybciej przemienione zostanie nasze myślenie i co za tym idzie całe nasze życie.

Droga do zmiany myślenia i postępowania

Zmiana! Najczęstszy slogan wyborczy. Czemu on działa na ludzi? Bo tego właśnie potrzebujemy. Potrzebujemy zmiany. Ale tym wewnętrznym pragnieniem nie jest zmiana tylko być kochanym i kochać tak, żeby mieć z tej miłości satysfakcję, spełnienie … brak słów by to nazwać. To wewnętrzne pragnienie, by było to coś prawdziwego, w co warto wrzucić całego siebie.

Dlatego motywacja miłości jest większa od chęci do zmian. I po nawróceniu w tym kierunku trzeba zmierzać.

„Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie.” 1 Jan 5:2,3

Boża miłość, to najlepsza motywacja, ale miłości nie można się nauczyć ani przyjąć rozumowo. Nie tak działa ta machina nazywana człowiekiem. Miłość rodzi się, gdy przebywasz, rozmawiasz, śmiejesz się i płaczesz razem z nim lub nią. Czy z Bogiem jest inaczej? A zatem modlitwa? Tak, ale jaka? Na pewno nie sztampowa, oficjalna ani ugrzeczniona. Rozmowa szczera, to jest coś co zbliża lub oddala. Albo jest między wami chemia albo nie. Z Bogiem jest cudownie, bo chemia po stronie Boga jest zawsze. Ale co z tobą? Bóg słucha, ty mówisz, ON posyła swoje słowo, swoich ludzi, różne sytuacje, dary Ducha Świętego a czasem usłyszysz głos, czasem będziesz mieć sny inne niż wszystkie inne. Rzeczy będą dziać się tak, że dostrzeżesz tam działanie Stwórcy. Wiesz o co prosiłeś i wiesz co oglądasz i korelujesz fakty. Ktoś powie ci, że to przypadek, albo że się nakręcasz, ale ty wiesz.

Rodzi się miłość. Bóg jest i pokochał mnie. Teraz czas na mnie, teraz jest czas żebym to ja pokazał Bogu, że wierzę w Jego słowa i Jego dzieła. Tak rodzi się zażyłość, która nie patrzy już na uciążliwości przykazań. Widzisz w nich ochronę i zaczynasz robić więcej niż to od ciebie wymaga sucha litera prawa.

Zawsze, gdy widzimy, że brak nam miłości do Boga, gdy opuszczamy się w chrześcijańskich obowiązkach, zaczynamy znikać ze wspólnych spotkań, z naszej codzienności zaczyna znikać Słowo Boże i rozmowa o nim, proś Ducha Świętego o pomoc. Pierwszym Jego owocem jest miłość.

Proś o Ducha Świętego, żeby cię wypełnił. Miłość bez niego będzie tylko cielesnym produktem, którego termin przydatności do spożycia szybko minie.

A zatem dzięki miłości Bożej pojawia się zmiana. Zmiana, która jest trwała. Dokonała się dzięki Bożej łasce a ty ją pragnąłeś, bo kochasz Boga. To nie są jakieś emocje. To nie konferencja ani charyzmatyczny pastor, namaszczony brat czy siostra. To twoja codzienność z Bogiem. Miłość to nie same emocje. Oczywiście emocje są dobre i potrzebne. Bez nich pozostawała by racjonalność. Nie jesteśmy robotami. Miłość budzi w nas zachwyt, jesteśmy poruszeni, wzruszeni. Nie wiemy co powiedzieć prócz tego jednego: Kocham Cię!

„W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować.” 1 Jan 4:10-11

Miłość do brata i siostry?

Brat, siostra, takie to dziwne. Nie łączą nas więzy krwi. Nawet jeśli pracujemy razem to nie jest to przyczyną, że tu jesteśmy. Jak to się stało? Jesteśmy tacy różni jak to tylko możliwe. A jednak łączy nas miłość Chrystusa. Wielkie słowa, brak tylko katedry by słowa te odbijały się echem od kamiennej posadzki. A jednak prawdziwie łączy nas miłość Chrystusa. JEGO miłość do nas. Niestety rzadziej nasza miłość do siebie nawzajem. A przecież ona powinna być wśród nas i to bardzo. Po miłości mamy być rozpoznawani.

Czy określenie brat, siostra w Chrystusie, to taki grzecznościowy zwrot? No wiecie, żeby nie mówić sobie Pan, Pani? Czy raczej powinno być tak, że ten zwrot powinien być prawdziwy. Czy brat w Chrystusie powinien być odpowiednikiem rodzonego brata? Byłoby to zrozumiałe, skoro znajdujemy w ewangelii taką oto historię:

«Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie». Odpowiedział im [Jezus]: „Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?” I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.”

A zatem brat i siostra w Chrystusie stoi nawet ponad świecką rodziną cielesną. Tak to rozumiał Chrystus i tak my to rozumiemy, że więzy duchowe są ponad cielesnymi. Ale czy rzeczywiście to właśnie obserwujemy? A może wręcz przeciwnie.

A zatem „brat”, „siostra”, to nie jest zwrot grzecznościowy ani przenośnia literacka. Jeżeli punkt widzenia Chrystusa stoi w sprzeczności z twoim życiem, to uprawnione jest pytanie, dlaczego ja nazywam go bratem? Skoro nie myślę o nim jak o bracie? Czy każdy kto pełni wolę Bożą jest mi bratem lub siostrą? Warto się nad tym zastanowić. Nie byłoby dobrze udawać, tak jak nie jest dobrze udawać, że kochamy cielesną siostrę czy brata a kontaktować się z nim dopiero wtedy jak coś potrzebujemy albo jak trzeba go zaprosić na jakąś rodzinną uroczystość.

Miłość bliźniego

„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”. Mat 22:37-40

Czy kochasz samego siebie? O my Polacy od razu powiemy, że nie. No może Niemcy kochają siebie albo Włosi, ale my nie, my jesteśmy skromni. Ale czy tak jest naprawdę? Popatrz, jesteś ładnie ubrany, umyty, kobiety przyozdobione. Zadbałeś o siebie. Słuchasz Bożego Słowa, czyli dbasz również o swoje potrzeby duchowe. Idziesz do pracy, żeby zaspokoić potrzeby. Nie jesz chleba popijając wodą. Dbasz o to by twoja dieta była bogata we wszystko co potrzebuje ciało. Jesteś dla siebie miłosierny, łatwo sobie wybaczasz. Zapominasz o tym, że coś źle zrobiłeś, skoro teraz postępujesz już „jak należy”. Cieszysz się ze swoich sukcesów i smucisz z porażek.

A teraz przełóżmy to na bliźniego: czy gotów jesteś zadbać o jego potrzeby cielesne i duchowe? Czy jesteś gotów mu wybaczyć to znaczy zapomnieć, jeżeli zmieni swoje postepowanie. Czy cieszysz się z jego sukcesów, czy smucą cię jego porażki? Warto o ty pomyśleć zanim pochopnie odpowiemy: „Tak, miłuję bliźniego jak siebie samego”.

Pamiętaj, że wiara działa przez miłości

Dlaczego te przykazania są ustawione w takiej kolejności: najpierw miłość do Boga a potem miłość bliźniego? To nie chodzi o kolejność, chodzi o sposób kochania: Boga mamy kochać z całego serca, a bliźniego zaledwie jak siebie samego lub aż jak siebie samego. Bóg jest tym, który okazuje nam taką miłość. Kiedy rozsmakujesz się w Bogu i Jego miłości, wówczas zupełnie inaczej będzie wyglądała nasza miłość do ludzi.

Trzeba szczerze przyznać, że czasami ciężko nam z kimś wytrzymać. Zachowuje się w sposób, który powoduje nasze zażenowanie. Mówi lub robi coś co uważamy za nierozumne, nierozsądne lub zwyczajnie głupie. Brak miłości podpowiada nam wówczas, by takiej osoby unikać. Dziwne jest to, że zamiast zwrócić jej uwagę to skłonni jesteśmy plotkować na jej temat.

Jaka powinna być nasza chrześcijańska postawa?

Napominanie nieporządnych

Jeżeli nie chodzi o grzech, tylko o to, że twój brat lub siostra ma jakieś dziwne zachowania, odzywki, przyzwyczajenia, to Biblia radzi:

„Bracia, jestem co do was przekonany, że pełni jesteście szlachetnych uczuć, ubogaceni wszelką wiedzą, zdolni do udzielania sobie wzajemnie upomnień.” Rz 15:14

Nie bójmy się pouczać jeden drugiego, tak szybciej wyzbędziemy się przywar. Róbmy to jednak z troską o brata. Rób to tak jakbyś chciał, komuś w domu spokojnie coś przetłumaczyć. Gdy pouczasz drugiego zastanów się co chcesz osiągnąć, jaki ma być efekt końcowy. Wczuj się w jego sytuację i zastanów się jakie słowa przekonały by ciebie do zmiany zdania. Jeżeli to wszystko powiesz tak jak kochanemu dziecku, to być może twoje słowa trafią na podatny grunt. Nie spodziewaj się natychmiastowej zmiany. Pamiętaj jaki sam jesteś. Czy od razu zmieniasz się czy też jest to długotrwały proces. Potraktuj swoje pouczenie jako fragment tego procesu. Jeżeli chodzisz w miłości Bożej to Bóg jeszcze przez wiele innych osób powie tej osobie to samo. Zachowaj spokój i módl się o niego lub o nią.

Napominanie kogoś kto nas urazi

Co w przypadku, gdy ktoś cię urazi? Nie jest to jeszcze jakiś wielki grzech, ale sprawa dotknęła cię osobiście?

„Jako więc wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko [przyobleczcie] miłość, która jest więzią doskonałości.” Kol 3:12-14

A zatem pierwszy krok to wybaczenie, czyli w efekcie zapomnienie o tej krzywdzie. Modlimy się przecież: „I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.

Następnie należy iść i napomnieć go tak jak napominamy nieporządnych, szczerze z miłością, bez nerwów, bez zbędnych emocji, mając na uwadze cel jaki chcemy osiągnąć. Jeżeli chcesz wylać na niego swój gniew to jest bardzo zły pomysł.

Napominanie grzeszników

Trochę inna sytuacja dotyczy sytuacji, gdy wiesz, że ktoś grzeszy, a przy tym jest nazywany w zborze bratem lub siostrą. Również w tej sytuacji mamy naturalną skłonność do dyskusji o niej lub o nim zamiast z nim lub nią. Taka jest ludzka natura. Jednak i w tym przypadku trzeba ją ujarzmić i obrać biblijną drogę:

„Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata” Mat 18:15

Oczywista wymówka jest taka, że „ja nie potrafię”, „ja nie umiem”. Jest pokusa by ominąć ten punkt i od razu uderzyć do starszych. Ale ten krok jest istotny, ponieważ zmusza cię do przygotowania się do tej rozmowy. Po pierwsze musisz zebrać materiał biblijny i umieć uargumentować twój punkt widzenia choćby jednym wersetem. Znów musisz zastanowić się co chcesz osiągnąć i jak do tego dojść. Wreszcie musisz zdobyć się na trochę serdeczności, wobec tego brata lub siostry. A zatem ćwiczysz się w okazywaniu miłości braterskiej w takiej trudnej sytuacji. Jest to bardzo cenna lekcja dla ciebie. Może ważniejsza dla ciebie niż dla niego lub dla niej.

Jeżeli nie usłucha twojej opartej na biblii spokojnej argumentacji w duchu miłości, to czas na krok drugi:

„Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa”

Tu sprawa jest prosta, bo nie musisz nic więcej mówić, poza tym co poprzednio. Twój kompan zapewne wesprze cię.

Ostatni krok jest już drastyczny:

„Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!”

A w innym miejscu czytamy:

„Dlatego pisałem wam wówczas, byście nie przestawali z takim, który nazywając się bratem, w rzeczywistości jest rozpustnikiem, chciwcem, bałwochwalcą, oszczercą, pijakiem lub zdziercą. Z takim nawet nie siadajcie wspólnie do posiłku.” 1Kor 5:11

I jeszcze w innym miejscu czytamy:

„Jeżeli ktoś nie posłucha słów naszego listu, tego sobie zaznaczcie i nie obcujcie z nim, aby się zawstydził. A nie uważajcie go za nieprzyjaciela, lecz jak brata go napominajcie!” 2Tes 3:14,15

Ta biblijna droga nauczy nas wszystkich szybko rozwiązywać wszelkie problemy dotyczące grzechu. Takie postępowanie jest oznaką twojej miłości, dowodzi to, że zależy ci na zborownikach, na twoich braciach i siostrach. Jakiekolwiek zakrywanie, zamilczanie i udawanie oznaczają coś dokładnie przeciwnego. Nie możemy żyć w strachu, co to będzie jak ja go napomnę. Może się obrazi i opuści zbór. Takie myślenie na pewno się Bogu nie podoba, ponieważ brzmi jak słowa niewiary.

Pamiętaj, że wiara działa przez miłości a nie udawanie, że wszystko jest w porządku

Skoro jest też napisane tak:

„O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie.” Ef 5:3,4

Skoro nie ma się nawet mówić o grzeszny postępowaniu wśród nas, to tym bardziej nie powinniśmy żyć w tych grzechach.

„Bracia moi, jeśliby ktokolwiek z was zszedł z drogi prawdy, a drugi go nawrócił, niech wie, że kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje liczne grzechy.” Jak 5:19,20

Zakryć możemy te grzechy tylko wtedy, gdy będziemy się nawzajem wyprowadzać z błędnej drogi.

Miłość w rodzinie

Osobnym tematem jest miłość w wierzącej rodzinie. Tu z podobną czułością powinniśmy stosować się do biblijnych wzorców stosowanych w zborze. Dodatkowo trzeba pamiętać o Bożych zasadach szczególnych dla rodziny. Nie będę tego teraz rozwijać, ale faktem jest, że jak wygląda życie w naszej rodzinie tak przełoży się to na życie w zborze.

Nasza rodzina to najbliżsi bliźni i najbliżsi bracia i siostry. Nie możemy gorzej traktować swoich domowników niż zborowników.

„A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego.” 1 Tm 5:8

Podsumowanie

Reasumując: Wiara działa przez miłości a nie przez udawanie, że wszystko jest dobrze.

Najpierw oznacza to obcowanie z Bogiem w modlitwie i codziennym czytaniu Słowa Bożego, tak by poznanie powoli przekładało się na doznanie, czyli doświadczenie życia w Bożej miłości.

Wówczas stosując się do zaleceń Bożego Słowa w obcowaniu w rodzinie i zborze łatwiej będzie nam okazać serdeczne współczucie i miłość.

Prośmy Ducha Świętego by nas w tym wspierał, bo pierwszym Jego owocem jest miłość.

Módlmy się by właśnie po miłości ludzie rozpoznawali w nas prawdziwych chrześcijan.